Cześć, mam na imię Dorota i tworzę przepisy kulinarne z…
To był długo odkładany wyjazd, bo przez niemal pół roku nie potrafiliśmy wygospodarować wspólnie całego tygodnia na podróż. Wróciliśmy z Gambii, rzuciliśmy się w wir pracy i nagle okazało się, że kończy się wiosna, a jeden ze ślubnych klientów Mariusza odwołuje swoje wesele. Wolny weekend i kilka dni w jego okolicy. Zapadła decyzja: to będzie Teneryfa samochodem w 7 dni.
Zobacz też: Więcej relacji z naszej podróży na Teneryfę
Mariusz zajął się planowaniem wyjazdu i sprawdzaniem, co warto zobaczyć na Teneryfie, ja miałam powtórzyć zapomniany od czasu wyjazdu na Kubę hiszpański i… nie zdążyłam. Przed wylotem zarezerwowaliśmy samochód w wypożyczalni Cicar, którą polecamy jako sprawdzoną i bezproblemową oraz niedrogą. Opłaciliśmy z góry nocleg w schronisku przy szczycie wulkanu El Teide oraz zamówiliśmy pokój przez Airbnb na pierwszą noc po przylocie.
Nie przepadamy za turystycznymi miasteczkami pełnymi hoteli. Nie jeździmy do wesołych miasteczek i nudzą nas muzea, po sklepach i straganach chodzimy możliwie najkrócej. Lubimy przemieszczać się z miejsca na miejsce i patrzeć, jak przed oczami zmienia się nam krajobraz. I do takiej podróży po Teneryfie zachęcamy!
Teneryfa samochodem w 7 dni – film wideo
Obejrzyj bezpośrednio na moim kanale na YouTube
Teneryfa samochodem w 7 dni
Dzień 1
Dojechaliśmy do Costa del Silencio, gdzie przywitała nas Noemi: Włoszka, która przyjechała na Teneryfę i użycza gościom swoich dwóch pokoi w apartamencie mieszczącym się w kompleksie Alondras Park. Noemi zna podstawy angielskiego, rozumie sporo po hiszpańsku, a jeśli ktoś chce odświeżyć swój włoski, chętnie pomoże ;). Przygotowała dla nas pyszny biszkopt i doradziła, co warto zwiedzić w okolicy oraz gdzie wstąpić, jeżdżąc po Teneryfie.
Pierwsze wrażenia z Teneryfy to piękne widoki na każdym kroku i zaskakująco różnorodna roślinność, spokojni i kulturalni kierowcy oraz mili i pomocni mieszkańcy wyspy.
Pospacerowaliśmy po okolicy wzdłuż skalistej plaży, zjedliśmy kolację, kupiliśmy hiszpańską kartę SIM do telefonu w małym sklepiku w Las Galletas i zaplanowaliśmy trasę na kolejny dzień.

W restauracji hotelowej zjedliśmy bardzo smaczną i niedrogą kolację. Jeśli będziecie w Alondras Park, warto tu wstąpić i zamówić zestaw obiadowy: poza godzinami szczytu kosztuje jedynie 9 EUR za osobę i składa się ze startera, głównego dania i deseru. Można też zamawiać pojedyncze potrawy z karty i napoje.

Zachód słońca obejrzeliśmy w El Medano, miejscowości znanej ze świetnych warunków do uprawiania sportów wodnych. Wieją tutaj sprzyjające surferom, windsurferom i kitesurferom wiatry. My podziwialiśmy Czerwoną Górę (Montana Roja) skąpaną w promieniach zachodzącego słońca.


Dzień 2
Wyruszyliśmy w drogę naszym Fiatem Punto (rezerwowaliśmy trzydrzwiowego Forda w najtańszej opcji, a poszczęściło nam się i otrzymaliśmy lepsze auto, które, jak się później przekonaliśmy, bez problemu podjeżdżało pod wszystkie najwyższe wzniesienia).

Po drodze kupiliśmy śniadanie oraz duży zapas wody i w pięknych okolicznościach przyrody zjedliśmy posiłek przy jednej z bocznych dróg wiodących wzdłuż wybrzeża.


Autostrady na Teneryfie są bezpłatne, ale warto wybrać się w podróż bocznymi „zawijasami” i cieszyć oko widokami na góry, ocean i urokliwą architekturę, która nieco różni się w zależności od części wyspy, pomimo tego, że to tylko kilkadziesiąt kilometrów szerokości i długości lądu.


Z Costa del Silencio pojechaliśmy do stolicy, Santa Cruz de Tenerife. Przemknęliśmy tylko przez miasto bez zatrzymywania i ominęliśmy San Cristóbal de La Laguna, czego trochę żałujemy, bo później nie zdążyliśmy tu wrócić pod koniec naszego pobytu.
Czytaliśmy o piramidach w Güímar, ale zagapiliśmy się i przejechaliśmy zjazd. Mariusz twierdził, że to na pewno te trzy górki w tle. Po kilku dniach doczytaliśmy, że jednak nie ;).

Przejechaliśmy trasą przez Góry Anaga aż do miejscowości Taganana, a potem odbiliśmy w boczne, kręte i strome drogi górskie do malutkiej miejscowości Benijo.



W Benijo znajduje się słynna plaża z ciemnym piaskiem i charakterystycznie ułożonymi skałami. Można podziwiać ją z góry, siedząc na tarasie widokowym jednej z kilku restauracji lub zostawić auto na parkingu i zejść skalistymi stopniami na dół, żeby podziwiać skalne kształty w promieniach zachodzącego słońca.




Zaparkowaliśmy samochód na szerokim poboczu przy drodze wiodącej do położonych wysoko w górach wiosek, rozłożyliśmy fotele, owinęliśmy się śpiworami, bo noce na Teneryfie są dość chłodne i zasnęliśmy.
Dzień 3
Prysznic o poranku w miejscowości Bajamar, a potem kąpiel w jednym z wielu naturalnych basenów znajdujących się na wyspie. Niesamowity widok, kiedy o skały rozbijają się ogromne fale!


Przemknęliśmy przez północ w deszczowej pogodzie, przejeżdżając przez liściaste, mgliste lasy, omijając Puerto de la Cruz, popularną i pełną hoteli miejscowość turystyczną i kierując się do Icod de los Vinos, miejscowość o uliczkach stromych bardziej niż w San Francisco i mnóstwie winnic, których przedstawiciele na każdym kroku zachęcają do wizyty i degustacji, znanej też z najstarszego drzewa na wyspie.

W czasie jazdy urzekł nas widok na Garachico. Postanowiliśmy wstąpić i pospacerować po wąskich uliczkach. To pierwsza miejscowość na Teneryfie, w której tak ciężko o miejsce parkingowe. Do tutejszych basenów przyjeżdża mnóstwo turystów!


W Garachico zjedliśmy kolację: zamówiliśmy menu dnia z kanaryjską zupą rybną, która, jak się okazało, skończyła się tuż przed naszą wizytą. Zastąpił ją cytrynowy rosół, bardzo ładnie pachnący, z dodatkiem makaronu. Na Teneryfie ryby jada się z grilla lub smażone i bardzo często można trafić na wersje okraszone tłustym sosem. Choć najpopularniejszym dodatkiem do potraw jest białe pieczywo lub ziemniaki w mundurkach, turystom często serwuje się frytki.

Dojechaliśmy do zachodniego wybrzeża i bocznymi, niezwykle krętymi i malowniczymi drogami ruszyliśmy w dół, w kierunku miejscowości Masca, nad którą rozpościera się piękny widok. Zdecydowaliśmy się znów przenocować na szerokim poboczu, w aucie, oglądając przed snem ognisty zachód słońca i czekając na wschód, kiedy szczyty gór będą spowite chmurami.




Dzień 4
Masca to urocza wioska położona wśród skał. Warto przespacerować się po kamienistej uliczce, a w południe lub wieczorem zajrzeć do jednej z kilku małych restauracyjek. Zapach kwitnącego czosnku i kwiatów, bzyczenie trzmieli i… cudowny spokój. Zorientowaliśmy się, że w trakcie spaceru mówimy do siebie szeptem. Na Facebooku polecaliście nam wycieczkę wąwozem w kierunku oceanu. Nie zdążyliśmy ze względu na projekt fotograficzny Mariusza, ale jeśli ktoś przespacerował się tą trasą, niech koniecznie da znać, jakie były wrażenia :).

Okazało się, że z auta wyszliśmy w skarpetach i sandałach, nie chcąc tracić czasu na poszukiwanie cieplejszych butów, bo poranki w górach, podobnie jak noce i wieczory, są na Teneryfie wilgotne i chłodne.

Los Gigantes najlepiej obserwować o poranku lub wieczorem, ale wtedy warto wybrać się w rejs statkiem i obejrzeć skały oświetlone przez zachodzące słońce. Podobno można tu wypatrzeć delfiny. My usiedliśmy na tarasie widokowym przydrożnej restauracji.



Większą część dnia spędziliśmy na plaży Alcala: czarne kamyki niemiłosiernie parzą tu w stopy, więc nie zapomnijcie o klapkach!


Padliśmy ofiarą oszustwa na Airbnb (właścicielka zaakceptowała naszą rezerwację, a potem nie było z nią żadnego kontaktu) i nasz nocleg w Alcala nie doszedł do skutku (na szczęście rozpatrzono pozytywnie naszą reklamację i zwrócono koszty). Chcieliśmy odpocząć przed kolejnym dniem, kiedy czekała nas wspinaczka na wulkan. Mieliśmy za sobą dwie noce spędzone w aucie. Zjechaliśmy samochodem pod sam ocean, dookoła nas stało mnóstwo kamperów. Wypiliśmy wino, wpatrując się w fale i unoszące się nad nimi chmury, a potem usnęliśmy, wsłuchując się w szum wody.
Dzień 5
Nie do końca dobrym posunięciem mógł okazać się start trasy na wulkan z wysokości poziomu oceanu, ale czekała nas piesza wędrówka, a wcześniej sporo przerw na podziwianie widoków w trakcie podjazdu pod El Teide. Koniecznie przeznaczcie sobie przynajmniej pół dnia na samą podróż autem po krętych drogach i obowiązkowy punkt widokowy na prostej drodze wiodącej w kierunku skał.

Zostawiliśmy samochód na parkingu, zabezpieczyliśmy jedzenie w szczelnie zamkniętych torbach i walizce, zabraliśmy możliwie lekki zapas prowiantu (żadnych słoików i puszek) oraz sporo wody i rozpoczęliśmy wspinaczkę na El Teide.
Widoki są niesamowite, roślinność i jej zapach cudownie zaskakuje, a krajobraz, przy dobrej widoczności… sami zobaczcie!

Piesza trasa na wulkan w 2/3 składa się z dość łatwego podejścia. Ostatnia część, wiodąca do schroniska Altavista, nie jest może wyjątkowo ciężka do przejścia, ale różnica wysokości zaczyna o sobie dawać znać i co kilka kroków nadchodzi zadyszka i konieczność odpoczynku na wyrównanie oddechu. Po 3,5-5 godzinach, w zależności od tempa i kondycji, można dotrzeć do schroniska.
Nie wybraliśmy się na zachód słońca. Zregenerowaliśmy siły, umyliśmy się (brak pryszniców, tylko toalety i umywalki) położyliśmy się spać (piętrowe łóżka i wieloosobowe pokoje), a o 3 w nocy, ubrani tak ciepło jak na jesienną wyprawę w Tatry, ruszyliśmy w kierunku szczytu, obserwując pięknie ugwieżdżone niebo, a potem czekaliśmy na szczycie na wschód słońca. Warto!

Mieliśmy w planie nocleg w okolicach Adeje. Chcieliśmy zarezerwować coś na ostatnią chwilę. We wszystkich, dotychczas regularnie ładowanych sprzętach, zabrakło nam baterii ;). Zamiast siedzieć w restauracji i czekać, aż się naładują, objechaliśmy wszystkie okoliczne trasy widokowe. Znów spaliśmy w samochodzie, wracając w to samo miejsce, w którym nocowaliśmy przed wyprawą na wulkan. Po raz kolejny zaparkowaliśmy wśród kamperów i znów pożyczaliśmy korkociąg od tych samych sąsiadów :).
Dzień 6
Ostatni dzień przeznaczyliśmy na odpoczynek. Byliśmy umówieni z Noemi na powrót do Alondras i zawitaliśmy z samego rana, zostawiając wszystkie rzeczy w pokoju, biorąc prysznic i pędząc na basen. Wylegiwaliśmy się pod parasolem, piliśmy drinki i ładowaliśmy akumulatory na powrót do Polski.
Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika DOROTA.iN (@dorotakaminska)
Wieczorem, w towarzystwie butelki białego wina, zjedliśmy długo wyczekiwaną, najlepszą na świecie paellę z rybą i owocami morza.

Dzień 7
Kierunek: lotnisko, zwrot samochodu i odbiór kaucji za paliwo. Ostatnie zakupy na duty free: kupiliśmy whisky i rum oraz drobne upominki i wypoczęci opuściliśmy Teneryfę. Było ekstra!
Teneryfa samochodem w 7 dni – mapa podróży
A może ktoś z Was był już na Teneryfie i może podzielić się swoimi wrażeniami? Co najbardziej Wam się podobało? Dla mnie największą atrakcją i przygodą zdecydowanie był wulkan, a dech w piersiach zapierały wszystkie górskie widoki!
Cześć, mam na imię Dorota i tworzę przepisy kulinarne z filmami wideo. Jestem autorką książki „Superfood po polsku”, a moje ukochane miasto, w którym mieszkam, to Wrocław :). Uwielbiam gotować i karmić siebie i innych, kiedyś moim hobby było pieczenie serników, a potem „wkręciłam się” w odchudzanie… posiłków ;). Od ładnych paru lat doradzam, jak jeść smacznie i zdrowo (da się!), żeby dobrze się czuć, mieć mnóstwo uśmiechu i energii oraz miło spędzać czas, nie tylko w kuchni.| Więcej o mnie
HEj, podpowiedz proszę czy ta trasa jest realna kamperem?
Myślę, że tak, wiele kamperów mijaliśmy po drodze :).
Cześć. Myślę, że może być realna. Wiele osób podróżuje kamperem po Teneryfie, niejeden mijaliśmy po drodze w trasie. Ale nie wiem jak z wjazdem do miejscowości, nie pamiętam już, czy jeździły kampery po miasteczkach.
Cześć Dorota, już za parę dni ląduje na Teneryfie i mam kilka pytań przede wszystkim, jeśli chodzi o aspekt podróży autem. Czy mały silnik daje radę w górach, w dolinie Masca? I ciekawa jestem też tych noclegów na poboczach – czy to bezpieczne? jak znaleźć dobre miejsce? jakieś wskazówki co do tych nie-turystycznych miejsc, na jakie można wpaść poruszając się mniejszymi drogami – pamiętacie może nazwy? z góry dziękuję za podzielenie się swoimi doświadczeniami ! pozdrawiam 🙂
Cześć Emilio, trzymam kciuki za udany wyjazd :D. Nasze auto spokojnie dawało radę na całej trasie, którą widać na mapie pod koniec wpisu. Największą stromizną do pokonania była wyjątkowo stroma uliczka w Icod de los Vinos i myślę, że w cztery osoby w samochodzie mogłoby być ciężko. Przy dwójce i normalnym bagażu, moim zdaniem, nie powinno być problemu. Czy noclegi na poboczach są bezpieczne – nie wiem czy są dozwolone, natomiast na pewno ważne, żeby nie stawać przy skałach, tylko raczej na odsłoniętych miejscach. My po prostu szukaliśmy zawsze czegoś poza miejscowościami, przy parkingach koło plaż (niektóre niestety są płatne), a gdy okazało się, że mamy problem z rezerwacją z AirBnb, to dołączyliśmy do skupiska kamperów. Sporo jest kamperów na Teneryfie. Wszystkie zwiedzone przez nas miejsca, które dało się wymienić z nazwy, rozpisałam w tym wpisie. Jak zjedziecie z autostrad i będziecie jeździć tymi krętymi drogami, to gwarantuję, że znajdziecie sporo pięknych widoków :).
Czy możesz napisać coś o kosztach takiej podróży? Wynajęcie auta, noclegi, jedzenie? 🙂
My po naszej ledwie tygodniowej wyprawie na Teneryfę, mamy jeszcze wiele miejsc do zobaczenia. Bo ani do Santa Cruz nie dotarliśmy, ani w góry Anaga (na szlak zmysłów), ani do Maski, ani nawet do Los Gigantes. Ale jak to z dzieciakami bywa zaliczony mamy kicz dla turystów, czyli Siam Park i Loro Park, „trójmiasto” na południu wyspy no i cudny (jak widać po Twoich fotkach) el Teide. Sumując trzeba tam koniecznie wrócić 😉 na ze dwa tygodnie chyba jeszcze.
Jeśli udało się z dziećmi wejść na wulkan, to jestem pod wrażeniem :D.